Otwieranie serca- o neurotycznej potrzebie miłości
Artykuł ukazał się w portalu dla kobiet MUS w lutym 2009
Katarzyna Jędrzejczak
Otwieranie serca - o neurotycznej potrzebie miłości
Kochasz? Pragniesz być kochaną? Zastanów się nad intencją swojego uczucia, powodem bycia w związku. Mówisz: „Potrzebuję cię, bo cię kocham”, czy „Kocham, bo cię potrzebuję”. W pierwszym przypadku miłość jest beztroska, spontaniczna i bezinteresowna. W drugim relacja staje się grą pozorów ludzi z zamkniętymi sercami. Miłość oznacza zupełne otwarcie na drugiego człowieka. Stajemy przed nim nadzy, bez żadnych masek czy zbroi. To trudne, bo wtedy najłatwiej otrzymać cios. Jak się otworzyć na miłość?
Z miłością jest trochę tak jak z wchodzeniem na drzewo. Kto z reguły wchodzi na drzewo? Przecież nie my, zbyt zapracowani. Zresztą cóż to za głupie pytanie, na jakie znowu drzewo i po co? – pewnie odpowie większość z nas. A teraz zastanówcie się. Większość dzieci uwielbia chodzić po drzewach. Z drzewa mogą zobaczyć świat w innym świetle, z szerszej perspektywy. Drzewo staje się dla nich schronieniem, takim oddzielnym światem, gdzie wszystko jest możliwe. Poza tym na drzewo wchodzi się spontanicznie, w odruchu serca. Bo takie ma ładne gałęzie, i listki. I jest takie wspaniałe i silne. Czyż nie jest to podobne do stanu zakochania?
Zakochani nagle odkrywają siebie nawzajem, zupełnie nieoczekiwanie. Są piękni dla siebie, mają takie ładne ręce, i nogi, i oczy, i włosy. I tak im dobrze razem. Świat staje się inny, lepszy, pełniejszy. Tak miło jest po prostu być razem. Nic więcej nie potrzeba do miłości. Cała ta bieganina życia codziennego gdzieś znika. Wcześniejsze problemy okazują się teraz o wiele łatwiejsze do rozwiązania. Kochamy, jesteśmy kochani i nic nam nie może stanąć na przeszkodzie do szczęścia.
Pewnie większość z nas chciałaby się tak zakochać. Codziennie jesteśmy zarzucani setkami piosenek w radio czy reklam w telewizji, które nawiązują do tej pierwotnej potrzeby miłości. Tylko dlaczego tak niewielu ludzi cieszy się szczęściem miłości, a jeżeli już takiego stanu doświadcza, to tylko na chwilę? Dlaczego wikłamy się w niefortunne, pogmatwane relacje lub pozostajemy w poczuciu porażki życiowej? Karen Horney, znana niemiecka psychoanalityczka, powiedziałaby, że wszyscy jesteśmy neurotykami, a podstawową cechą neurotyka jest to, że nie potrafi kochać.
Wróćmy jeszcze do przykładu z drzewem. W jakiej sytuacji neurotyk, według Horney, by na nie wlazł? Wtedy i tylko wtedy, kiedy kierowałby nim lęk. Neurotyk wszedłby na drzewo z obawy przed dzikimi zwierzętami albo powodzią. I wcale nie wybierałby drzewa, które najbardziej go zafascynuje i z którego rozciąga się najlepszy widok, lecz wspiąłby się na pierwsze, lepsze, byleby tylko poczuć się bezpiecznym. Podobnie jest z miłością. Horney rozróżnia dwa rodzaje miłości: „potrzebuję cię, bo cię kocham”, która zakłada beztroskie, spontaniczne i bezinteresowne uczucie oraz miłość „kocham cię, bo cię potrzebuję”. W tym drugim przypadku można zrobić analogię do drzewa. Dlaczego neurotyk wszedłby na drzewo? Bo musi. Kieruje nim lęk. Podobnie neurotyk jest z kimś, bo potrzebuje, by nie czuć w sobie pustki. Bo nie ma odwagi być sam, bo chce, by ktoś go kochał. Nie potrafi jednak otworzyć serca na drugą osobę. Miłość oznacza pokazanie drugiemu człowiekowi swojej autentyczności. Widać wtedy od dawna skrywane niedociągnięcia, kompleksy i niedoskonałości. Miłość oznacza zupełne otwarcie na drugiego człowieka. Stajemy przed nim nadzy, bez żadnych masek czy zbroi. To trudne, bo wtedy najłatwiej otrzymać cios.
Neurotyk za bardzo się boi, aby zdobyć się na taki krok, za to dużo wymaga od drugiej osoby. Z reguły stawia jej ultimatum: pokocham cię, jeśli będziesz taka a taka, zrobisz dla mnie to i to. Nie da się jednak zadowolić neurotyka, ponieważ on zawsze znajdzie jakieś niedociągnięcia w drugiej osobie. Łatwiej mu będzie zmieniać osoby, z którymi jest, niż kogoś pokochać. Jakże on, zresztą, miałby kogoś pokochać, jeśli zaczyna swoje poszukiwania partnera z zamkniętym na kłódkę sercem i ze ściśniętym w gardle lękiem oraz z przekonaniem, że musi kogoś znaleźć, bo zostanie sam?
Gdy spotkają się takie dwie osoby z zamkniętymi sercami, zaczyna się gra, pokaz masek i przebrań, aby tylko, broń Boże, nic nie wyszło na jaw z prawdy o mnie. Takie dwie osoby, będące ze sobą z potrzeby, a nie z miłości, aby ich związek przetrwał, a przecież musi, szybko zaczną od siebie dużo wymagać, będą krytyczni, zaczną się kłócić. To jedyny sposób, aby móc nadal ze sobą być, mimo że się w ogóle nie kochają i nigdy tak naprawdę nie kochali. No bo jak można kochać ze ściśniętym sercem, w obawie przed zranieniem?
Żeby stworzyć naprawdę szczęśliwy związek, trzeba już wcześniej być szczęśliwym i czuć się kompletnym. Trzeba siebie lubić, akceptować, dobrze się ze sobą czuć. Większość ludzi jednak ciągnie za sobą różne wydarzenia z przeszłości, często bolesne i nieprzepracowane. Miłość wtedy staje się kołem ratunkowym, ma być sposobem ulżenia sobie w trudach życia codziennego oraz ma przynieść ukojenie. Za dużo oczekujemy od miłości. Zapominamy, że pewne problemy musimy rozwiązać sami. To, czemu nie potrafiliśmy stawić czoła w samotności, staje się często zarzewiem konfliktów w związkach miłosnych.
Co więc powinniśmy zrobić przede wszystkim? Powinniśmy mocno pokochać samych siebie. Już Jezus mówił: „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”. Jeżeli mamy wciąż coś sobie za złe, dręczy nas poczucie winy, kompleksy, poczucie niedoskonałości, drążącą nas frustrację przenosimy na drugą osobę. Staje się ona naszym zwierciadłem. Odbija to, czego tak bardzo boimy się dostrzec. Jeżeli nie staniemy wobec drugiego człowieka w pełni autentyczności i otwartości, próbując zamaskować część siebie, to czego możemy oczekiwać? Czy prawdziwej miłości, czy tylko gry pozorów? Żyjąc pod grubą maską, nie tylko oszukujemy partnera, ale także siebie. Stajemy się sztuczni, nerwowi i zahamowani.
Jeżeli nie chcemy zabić wrodzonej spontaniczności i radości dziecka, wchodzącego na drzewo, musimy również stawić czoła innemu zagrożeniu, jakiemu jest piętnowanie społeczne osoby żyjącej w pojedynkę. Xavier Amador i Judith Kiersky w książce „Jak żyć osobno w świecie pełnym par” zauważają, że osoba bez partnera często spotyka się z krytyką rodziny, czuje się wyobcowana wśród znajomych, nie ma odwagi sama pójść do kina czy pojechać na wakacje. Wiele rzeczy odkłada na później, aż znajdzie partnera. Wciąż zresztą uporczywie go szuka, bo sama czuje się gorsza i, niestety, często wchodzi w przypadkowe związki pod wpływem presji otoczenia i kultury, która preferuje pary.
Osho w książce „Odwaga” pisze, że przeżywanie miłości jest proste. Warunek: jeśli dziecku pomaga się i pozwala rozwijać swobodnie w zgodzie z naturą, w harmonii z samym sobą. Jeśli wspiera się je, podbudowuje i dodaje odwagi do bycia naturalnym, spontanicznym, wtedy człowiek będzie po prostu kochał. Niestety, z reguły nasze historie są bardziej zawikłane. Z tego powodu ludzie odczuwają ogromny strach przed miłością, bo wtedy stają się bezbronni. A miłość wymaga odwagi. Jeżeli jednak odważymy się i miłość może płynąć swobodnie, wtedy strach znika. Wejście na drzewo też wymaga odwagi, a jakiż piękny widok rozpościera się z niego.
Uzależniamy zbyt często miłość od czynników zewnętrznych, a miłość przecież mieszka głęboko zakorzeniona w nas. Zwróćmy się więc do naszych wnętrz i pokochajmy siebie bezwarunkowo, zamiast wciąż oskarżać całe otoczenie, że nikt nas nie potrafi kochać. Pokochajmy siebie bezwarunkowo i dzielmy się tą miłością ze światem.
Katarzyna Jędrzejczak