„Przyszłam na grupę, bo powiedziała mi o niej koleżanka, wydawało mi się, że to jest jednorazowe spotkanie, jednak było ich dziewięć… Nieco speszyła mnie liczba uczestniczek, bowiem uniemożliwiała „ukrycie się”. Prowadzące były młodymi osobami. Nawet bardzo młodymi w stosunku do nas – pań w wieku 50+. I tu pierwsza niespodzianka -poddawanie się ich propozycjom, podążanie za ich pomysłem na grupę było bardzo miłym doświadczeniem. Każde ćwiczenie okazywało się ważne i przynoszące nowe „odkrycia” Moim największym - było odkrycie pozycji obserwatora. Od razu wykorzystałam ją w moim życiu. Patrzenie z dystansem na trudną, a jednocześnie bardzo ważną dla mnie relację, pokazało mi zupełnie nowa perspektywę. Po rozeznaniu się we własnych odczuciach, rozpoznaniu uczuć drugiej osoby, trzeźwe spojrzenie obserwatora pozwoliło na odkrycie nowych możliwości. Uczestniczenie w grupie dało mi poczucie większej pewności siebie. Zauważyłam, że głośniej i bardziej zdecydowanie mówię. Zaczęłam poważnie dbać o swoje zdrowie i zdecydowałam się na proszenie o pomoc. Największe wrażenie robi na mnie to, że nauczyłam się, zdecydowałam się czy po prostu zaczęłam inicjować i podtrzymywać kontakty, a nie wycofywać się z nich jak dotychczas. Nagrodą jest zbliżenie i czas spędzany w poczuciu wzajemności, wymiany dwojga dotąd mało znanych sobie, choć bliskich, ludzi. Dzięki grupie zobaczyłam w ważnej dla mnie osobie mnóstwo pozytywnych cech – m.in. czułość, delikatność, taktowność, także urodę. Dostrzeżenie tejże osoby w przewidywanym sercem, lecz ukrytym w mroku świetle, pozwoliło mi łagodnie podjąć budowanie relacji w upragnionym kształcie. Dziś, mimo świadomości, że czasem może być trudno, z radością patrzę w przyszłość mając w sercu nadzieję na wzajemne poznanie się dwóch bardzo bliskich sobie osób, z których jedną jestem ja – Elza.
P.S.
Jestem przed poważna operacją. Kiedyś dbałam o siebie w sposób, powiedziałabym, minimalistyczny. Skrzętnie wykorzystywałam każdy powód by nie pójść do lekarza. Dziś wykonałam badania wymagane w związku z przyjęciem do szpitala. Zdałam sobie sprawę, że grupa 50+ dała mi wewnętrzny napęd do robienia rzeczy koniecznych i nie odkładania ich. Uświadomiłam sobie w trakcie jej trwania, że chcę zadbać o siebie, o zdrowie. A jeżeli chcę uczciwie i naprawdę – nie tylko w słowach, to musi mi się chcieć, wstać rano, pójść do lekarza, zgłosić się na odpowiednie badania, pomyśleć nad sensownym zorganizowaniem sobie dnia, aby załatwić wszystkie niezbędne sprawy. Zrobiłam to i… odkryłam, że nie straciłam nic z moich, kiedyś sprawne wykorzystywanych, umiejętności organizowania trudnych przedsięwzięć i załatwiania niełatwych spraw. Przekonałam się też, że chce mi się tak po prostu: ruszyć się z domu i zrobić co trzeba zrobić, abym miała miłe poczucie, że dbam o siebie. Uczestniczeniu w grupie 50+ zawdzięczam największe moje odkrycie: troskliwej mnie dla mnie samej, troskliwej Elzy dla Elzy.
Szczęśliwa Elza 50+ J”
„Zdecydowałam się przyjść na grupę 50+ z rozpaczy, że nie potrafię odnaleźć działania, które przynosiłoby radość mojemu sercu. Młody wiek prowadzących nieco mnie przestraszył, jednak szybko profesjonalizm przekonał mnie do ich pomysłu na grupę. Energia młodych kobiet, niezachwiana wiara, że to co dla mnie wydaje się niemożliwe, mimo wszystko jest możliwe. okazało się pozytywnie zaraźliwe. Proponowane ćwiczenia konsekwentnie prowadziły mnie do robienia kolejnych kroków zbliżających do odnalezienia klucza. Klucza pozwalającego na podjęcie działań z radością w sercu, jakiekolwiek miałyby one być. Na grupie spotkałam się z innością, która mnie zaskoczyła, której nie rozumiałam, a która po prostu była. Zdałam sobie sprawę, że z całym szacunkiem dla inności, w takim jej wydaniu nie chcę uczestniczyć. Sprawdziłam, że mogę być obok niej, mogę rozwiązywać swoje problemy, mogę jej nie rozumieć, a jednocześnie spokojnie przyjmować jej istnienie. To bardzo ciekawe dla mnie doświadczenie. Jedno z ćwiczeń pozwoliło mi zobaczyć moją ważną choć trudną relację z perspektywy obserwatora. Zdałam sobie sprawę, że mogę się szarpać, tracić czas , a mogę też z miłością popatrzeć na dwie osoby, które chcą, ale niekoniecznie umieją się zbliżyć. I bardzo się tej bliskości boją. Przestałam być spięta w kontaktach i pamiętając o obserwatorze patrzę z miłością i łagodnością także na siebie. Miłość i łagodność pozwoliła mi zobaczyć jak bardzo obawiam się zrobić krok w kierunku pragnienia radości mojego serca. Gdzieś, jeszcze daleko, jeszcze tylko w zarysie widzę, co mogłoby być „działaniem serca”. Jeszcze nie umiem nazwać, może tylko zdecydować co to jest. Na razie wiem, że jeżeli nie zrobię pierwszego kroku, moja podróż mająca szansę być przygodą poszukiwania, może się nigdy nie rozpocząć. Tego nie zaryzykuję. Jeszcze dziś pozwolę sobie na obawę, może także jutro, ale w tym względzie decyzja podjęta – decyduję się na pierwszy krok w nieznane, czy może jedynie nierozpoznane … Na grupie usłyszałam, że jestem optymistką, może nawet ponad miarę. W pierwszym odruchu poczułam się urażona, potem zdałam sobie sprawę, że być może mamy nie uzgodnione pojęcie optymizmu. Nazwałam sobie własne, głośno i dla wszystkich: moje pojęcie optymizmu to radość życia, cieszenie się najmniejszymi sprawami, tymi dużymi także, pragnienie zdrowia, spokoju i dobrobytu ze świadomością, że gdy nadejdą trudne chwile, które zawsze nadchodzą, poradzę sobie nie zapominając o moich pragnieniach i nie rezygnując z nich. To co dało mi uczestniczenie w grupie to także nadzwyczaj miłe przeświadczenie, że jestem Małgosią - Kobietą Sukcesu.”